zakątek ciała. Już po chwili i jej zrobiło się trochę cieplej.

– O Boże. – Martinez ukryła twarz w dłoniach.
Spotkacie się na posterunku. A później zabiorę cię do wypożyczalni samochodów.
– Tak, w misji San Miguel, i jeszcze gdzieś w Santa Monica.
się między nimi. Podobnie furta. Bez klucza niemożliwe. Podniosła skute ręce i obmacała
dawna. Zwłaszcza że coś ją łączy z zabójstwami Shany McIntyre i Lorraine Newell. A może
dość odwagi. Mogła przeżyć, skończyć w wózku inwalidzkim, brzydka, oszpecona. –
Ze względu na nią. Na Bentza. Na dziecko.
laboratorium.. Oczywiście tuż za nimi jechał telewizyjny wóz transmisyjny.
spotkanie z rodziną. Cały ten melodramat. Wszystkie te sekrety. Wszystkie te cholerne niedomówienia. Nic dziwnego, że co chwila ktoś z Montgomerych dostosował świra. Czas to przerwać. Czas w końcu odzyskać równowagę. Przepędzić demony. Adam Hunt jest teraz jej psychoterapeutą i na pewno potrafi jej pomóc. A ona musi komuś zaufać. Nie policji. Nie swojej rodzinie. Nie własnemu umysłowi. Ani nawet nie Kelly. Więc zamierzasz wyspowiadać się jakiemuś zupełnie obcemu człowiekowi? Caitlyn usłyszała ironiczny głos Kelly. Jesteś wariatką. Autentyczną wariatką. Tak jak babcia! - Przestań! - krzyknęła, uderzając pięścią w kierownicę. Zatrąbił klakson i aż podskoczyła. Ogarnął ją straszny gniew. Miała naprawdę dość własnych lęków i wątpliwości. Dłużej nie będzie już tego znosić. Nie będzie już ofiarą. Przez lata była więźniem własnego umysłu i ma tego dość. Adam Hunt mógł się okazać jej zbawieniem albo zgubą, ale ważne, że w ogóle był. Bo to jej jedyna nadzieja. Wysiadła z samochodu. I zanim zdążyła zmienić zdanie, weszła tylnymi schodami do gabinetu Adama. Drzwi były uchylone. Zastukała delikatnie; drzwi skrzypnęły i otworzyły się same, odsłaniając pusty, pogrążony w mroku pokój. Przeszedł ją dreszcz. Może to ostrzeżenie, że nie powinna tu przychodzić, nie powinna przekraczać tego progu? Nie, co za bzdury! Po prostu przyszła kilka minut przed czasem. I była zdecydowana zmienić swoje życie. Dzisiaj. Zanim utraci te resztki zdrowia, które jeszcze zachowała. Lepiej poczekaj na krześle w korytarzu, tam gdzie zawsze czekają pacjenci. Kącik był przytulny. Na stoliku leżały porozrzucane czasopisma i można było napić się zimnej wody. Wiedziała, że Adam spodziewałby się tam ją zastać. Ale dzisiaj wbiegła tylnymi schodami i nie widziała powodu, żeby trzymać się utartych zwyczajów. Dzisiaj była nową osobą. Odważną, nie zahukaną. Zdecydowaną, nie nieśmiałą. Weszła do ciemnego pokoju. Na stole stały puste kubki po kawie, a w koszu, dyskretnie schowanym za kanapą, leżały zmięte chusteczki. Czy to te, które ona wyrzuciła podczas ostatniej wizyty? Czy Adam miał jeszcze innych pacjentów? Usłyszała skrzypnięcie i odwróciła się, ale nikogo nie zobaczyła. Duchy, pomyślała. Lucille mówiła jej, że jeśli się mocno skoncentruje, tak mocno, że żaden dźwięk, nawet bicie własnego serca, nie rozproszy jej uwagi, to usłyszy je. Adama wciąż nie było. Pociągnęła palcem po jego biurku i zastanowiła się, co on sobie o niej myśli, co zanotował na jej temat i na temat jej rodziny. Czy myśli, że ona traci rozum? Jego notatniki leżały na wierzchu. Wystarczyło wyciągnąć rękę i przeczytać. Dlaczego nie? Przeczyta tylko o sobie, to przecież nic takiego. W końcu to jej życie. Przygryzając wargi, wzięła notatnik leżący na samym wierzchu, ale usłyszała kroki na schodach i zaraz go rzuciła, jakby parzył jej palce. Szybko podbiegła do kanapy i właśnie zdążyła usiąść, gdy Adam wszedł do pokoju i zapalił światło. Na jej widok cofnął się zaskoczony. - Caitlyn? - Spojrzał na zegarek. - Nie miałem pojęcia, że się spóźniłem.
W nadziei, że spotka Acacię na przerwie, poszedł na tyły restauracji – grupa kucharzy i
Zmienił motel?
Bledsoe zapalił, gdy zbliżali się do parkingu.
A on się dowie, kto to robi.
– Na jaskółki już za późno, tak mi się przynajmniej wydaje. Przylatują na wiosnę.
Karta podatkowa przy wynajmie pokoi gościnnych i domków turystycznych

tlenu. Mężczyzna obrócił głowę ku Milli, a ona dostrzegła, jak na jego

Stare wspomnienie pojawiło się nie wiadomo skąd i deja vu ogarnęło go całkowicie. W
Jennifer, mam sobie odpuścić? Dlaczego? Bo, twoim zdaniem, to dobry pomysł? – Patrzyła
Tyle, jeśli chodzi o wygodę i przydatność telefonów komórkowych, o to, że zawsze
Szczepienia na Covid-19. Gdzie najbliższy punkt szczepień

Wsiadł do samochodu i pojechał kilka kilometrów dalej, na cmentarz, gdzie, jak sądził,

- Powiedzmy, że ci nie wierzę - odezwał się Rip. -I zostawmy
czuła się przez to niezręcznie. Pomyślała, że zrobiliby lepiej,
- A ty pewnie i tak rzucałabyś po babsku. Wbrew sobie Milla
kawa

– O, tak. – Brwi Tally powędrowały w górę. – Jennifer nie nadawała się na żonę

- Koniec? - zapytał Diaz.
Wyciągnął do córki rękę, w której trzymał jej torebkę; Milla z
siedziska. On sam przysiadł na pieńku.
Urlop okolicznościowy ? śmierć babci lub dziadka